Zwrotów nie przyjmujemy

10 Wrzesień 2009

c25Większość konsumentów borykało się przynajmniej raz z problemem dotyczących zwrotów ubrań. Powodów, dla których chcemy zwrócić towar może być wiele : przymierzaliśmy spodnie pięć minut przed odjazdem autobusu i w domu okazały się być za duże, a może w ogóle nie zdążyliśmy ich przymierzyć. A może nawet chcemy zwrócić coś bez powodu- po prostu zdaliśmy sobie sprawę, że zakupiliśmy coś „na szybko” i nie jest nam to potrzebne. W takiej sytuacji możemy rzeczywiście mieć problem. Najlepiej byłoby przed zapłatą zapytać sprzedawcy, czy w danym sklepie obowiązuje zwrot produktu. Zazwyczaj w sklepie nie ma nigdzie informacji na ten temat, ale zdarza się, że gdzieś przy ladzie widnieje napis „zwrotów nie przyjmujemy”. Na temat zwrotów można doszukać się wielu sprzecznych informacji. Jedni uważają, że sprzedawca nie ma prawa odmówić przyjęcia produktu i zwrotu pieniędzy za niego, ale według innych, jest to jedynie ich dobra wola. I tu można się sprzeczać. W każdym razie warto spróbować oddać tę niefortunnie kupioną rzecz- pod warunkiem, że nie nosi na sobie śladów używania, metki nie są zerwane oraz posiadamy dowód jej zakupu czyli paragon. W innym przypadku niestety jesteśmy na straconej pozycji. Przejmijmy jednak, że spełniamy wszystkie warunki- wtedy możemy udać się do kierownika sklepu i zapytać o możliwość zwrotu. Każdy sklep rządzi się swoimi prawami- ma prawo sam decydować o zwrotach i ich terminach. Zazwyczaj zwrot może mieć miejsce do siedmiu bądź czternastu dni po jego kupieniu. Dobrze byłoby podać powód chęci zwrotu (ale nie jest to konieczne) i bez wątpienia nie jest wskazane pretensjonalne podejście do sprzedawcy- bo tak naprawdę od nich zależy wszystko. Takie sytuacje powinny być przestrogą dla wszystkich – kupuj z głową, nie podejmuj nieprzemyślanych decyzji. Dlatego następnym razem na zakupy przeznaczyć więcej czasu niż dziesięć minut, zamiast nosić potem rzeczy, które niekoniecznie nam się podobają lub jeszcze gorzej – czekać, aż zjedzą ją mole w szafie.


Dodano do Zakupy | Tagi: , , ,

c24Podstawowym błędem „zakupowiczów” jest chodzenie na zakupy z pustym żołądkiem. Okazuje się, że kiedy wybieramy się do sklepu głodni, kupujemy nawet parę razy więcej produktów spożywczych niż potrzebujemy i niż kupilibyśmy będąc najedzonymi. Pewnie każdy z nas przeżył takie doświadczenie i wie, że nie niesie ze sobą nic dobrego. Na przykład po długim spacerze albo jeszcze dłuższym dniu w pracy marzymy o przekąszeniu czegokolwiek. I wybór rzeczywiście pada na cokolwiek, a właściwie na „cokolwiek” pomnożonym parę razy. I w ten sposób nie kupujemy produktów niezbędnych, odżywczych i sycących, ale w naszym wózku lądują „zapychacze”, to na co mamy największą ochotę. Poza tym, że jest to bolesne dla naszego portfela, równie bolesne jest dla naszego żołądka, który wypełniamy pustymi kaloriami, które szybko zaspokajają głód, ale nie posiadają prawie żadnych wartości odżywczych. Dlatego, aby myśleć głową, a nie żołądkiem, powinniśmy przed zakupami zadbać o to, że był pełny. Lub starać się myśleć racjonalnie. Bo o ile w sytuacji, kiedy marzymy o zjedzeniu dobrej kolacji jesteśmy przekonani, że uda nam się wchłonąć pizzę, frytki, ciastka i do tego pieczonego kurczaka, tak po skonsumowaniu tych wszystkich produktów, czujemy się jeszcze gorzej niż przed ich zjedzeniem. Przejadanie się jest jeszcze gorsze niż głód. Kupujmy zatem rzeczy pożywne, a nie takie, przez które jedyne, co będziemy mieli ochotę robić, to leżenie na plecach. Oraz odpływanie w marzeniach o tym, by ból brzucha w końcu odszedł daleko.. Takie rozwiązanie proponują zarówno dietetycy jak i nawet najbardziej znani kucharze- a chyba zarówno jednym, jak i drugim możemy zaufać na słowo. Kiedy będąc niewyobrażalnie głodnymi, przechodzimy obok rozmaitych produktów myśląc, że damy radę zjeść je wszystkie- uwierzmy w to, że uda się zjeść tylko niewielką ich część. Nie ufajmy żołądkowi! Zaufajmy zdrowemu rozsądkowi, to najlepszy doradca. „Co za dużo, to niezdrowo”!


Dodano do Zakupy | Tagi: , , ,

c23Kwestia sprzedawcy idealnego przewija się w mediach, w książkach i ten temat jest stale na naszych językach. Jakich sprzedawców nie lubimy? Podobno takich, którzy patrzą nam na ręce. Czasem bywają bardziej odstraszający niż ci, którzy nie są szczególnie mili. Mówi się przecież, że nadgorliwość jest niepożądaną cechą charakteru i cokolwiek by o tym nie mówić, jest to uciążliwe i denerwujące. Wolimy raczej sami poszukiwać czegoś odpowiedniego dla nas (szczególnie jeśli po prostu zaglądamy do sklepu ot tak, nie szukając niczego konkretnego) niż słyszeć : „czy mogę pomóc?”- nie chcemy pomocy, gdybyśmy chcieli, najpewniej poprosilibyśmy o nią. Nie oburzajmy się jednak- zadawanie tego pytania jest wymogiem stawianym przez pracodawców. Tak więc wiemy na pewno, czego najbardziej nie lubimy. Jaki więc powinien być sprzedawca idealny? Bez wątpienia taki, który przywita nas z uśmiechem, a nie miną zdradzającą zmęczenie swoją specjalnością i klientami. Będzie to na pewno osoba, która odpowie na nasze pytania, ale i będzie ugodowa w kwestii zwrotów czy wymiany towaru- i nawet jeśli ani jedno ani drugie nie będzie możliwe, oznajmi nam o tym bez nerwów, ale z cierpliwością. Tak- cierpliwość na pewno jest jedną z najważniejszych cech na tym stanowisku. A nawet anielska cierpliwość, bo klienci zdarzają się różni. Co więcej, chętniej odwiedzamy sklepy obsługiwane przez kobiety- i zarówno mężczyźni jak i kobiety są co do tego zgodni. Niektórzy tłumaczą to lepszą intuicją kobiet, większym zainteresowaniem potrzebami potencjalnego klienta. Wcale nie musi tak być- mężczyźni również sprawdzają się na tym stanowisku, ale na pewno w branży dla nich odpowiedniejszej. Jeśli chcemy kandydować na stanowisko sprzedawcy, możemy zasięgnąć książkowych porad, dzięki którym poznamy wiele technik skutecznej sprzedaży z jednoczesnym nie narzucaniem się klientowi. Nie wystarczy być sprzedawcą byle jakim. Będąc sprzedawcą „z prawdziwego zdarzenia” droga do szybkiego zarobku jest dużo łatwiejsza i daje więcej satysfakcji.


Dodano do Zakupy | Tagi: , , ,

c22Użytkownicy popularnego portalu Nasza-Klasa na pewno są bardzo blisko związani z tym tematem, gdyż tam właśnie coraz bardziej popularne staje się „kupowanie” innym „prezentów” będących niczym innym jak zwykłymi ikonkami widniejącymi na ich profilach. Ta idea została wymyślona przez inny portal tego typu, jednak twórcy „NK” skutecznie wykorzystali pomysł, by jeszcze bardziej bogacić się na użytkownikach. Zwłaszcza tych młodszych, by nie powiedzieć wręcz- dzieciach. Gdyż takie pomysły są atrakcyjne najbardziej dla młodszej grupy osób. Dziwnym jest, że zamiast kupować sobie nawzajem prawdziwe kwiaty czy maskotki, wolą wysłać sms i podarować to wirtualnie. Choć na pewno kosztuje to mniej pieniędzy, a już na pewno mniej Zachodu niż udanie się do sklepu i – słodki Jezu!- skonfrontowanie się z drugą osoba. Nie popadajmy w skrajności, może ten pomysł nie jest aż tak głupi, ale na pewno głupie jest traktowanie go poważnie i nadużywanie jego użyteczności, jeżeli można w ogóle mówić o użyteczności. Zdaniem starszych użytkowników jest to zinfantylizowanie stosunków międzyludzkich, dogłębne spłycenie wartości uczuć. Ale to bez znaczenia. Świat i tak już „wylazł z foremki” i wszyscy nastawieni są na zysk, kosztem wszystkiego. Kolejnym cudownym wynalazkiem są tzw „eurogąbki” czyli portalowa waluta, która nie istnieje i można za nią kupić wirtualne prezenty. Więc wszystko się zgadza. Gdyby parę lat temu ktoś powiedziałby nam o czymś podobnym, prawdopodobnie uznalibyśmy go za wariata. I chyba całkiem słusznie. O ile starsi użytkownicy mają pewien dystans do wykorzystywania naiwności, tak młodsi są tym zahipnotyzowani. A twórcy wykorzystują to w najlepsze, interes kręci się coraz bardziej i wszyscy są zadowoleni. Aż strach pomyśleć, czego jeszcze można się spodziewać- zarówno po portalach w tym stylu, jak i po przyszłości i nowych fenomenalnych pomysłach kreatywnych i nastawionych na łatwy zarobek ludzi. Może lepiej byłoby wycofać się z uczestniczenia w tym, póki jeszcze nie zrobiono nam wody z mózgu?


Dodano do Zakupy | Tagi: , , ,

c21Z drobnymi, uśmiechniętymi oszustami spotkać można się szczególnie w większych miastach. Dla miejscowych nie są już żadną atrakcją i ci zazwyczaj znają ich sztuczki sprzedaży bezwartościowych produktów i nie wywierają na nich żadnego wrażenia. Ci sprzedawcy nastawieni są na zysk płynący z przejezdnych, turystów. Stanową oni najlepsze źródło łatwego zarobku. Sprzedawcy nie przepuszczą takiej okazji wzbogacenia się za cenę naiwności innych. Przykładem takiego całkowicie bezużytecznego produktu, który wzbudza wiele zainteresowania mogą być skaczące w rytm muzyki myszki. Sytuacja prosta- na ziemi leży magnetofon z włączoną muzyką, obok skaczące zabawki, z drugiej strony torba pełna tych zabawek. Przy sprzedawcy zatrzymują się babcie z wnuczkami, które oczywiście pragną posiadać takie cudo. Niedrogo, bo zazwyczaj około pięciu złotych kosztuje taka przyjemność. Można sobie na nią pozwolić, tym bardziej, że warto mieć jakąś pamiątkę- nie mamy jeszcze żadnej, a za chwilę pociąg. I właśnie o to chodzi. Mało kto pyta sprzedawcy, jak to właściwie działa. Jeśli ktoś sugeruje, że nie działa, sprzedawca pozostaje niewzruszony i trwa przy tym, że nie można tego podważać- no przecież widzą państwo! Leci muzyka, zabawki tańczą w jej rytmie. Żadna logika. Dopiero po powrocie do domu spotyka nas rozczarowanie. Nie mogąc się doczekać, już od progu pędzimy, by włączyć płytę CD, rozpakowujemy myszkę.. i co? I plujemy sobie w brodę. Kartonowa zabawka nie pozostawia żadnych złudzeń. Nie tańczy. Gdybyśmy mogli, rozszarpalibyśmy sprzedawcę na strzępy, ale nie możemy- jesteśmy już daleko stąd! Dopiero teraz uświadamiamy sobie, że w torbie ukryty był specjalny nadajnik dzięki któremu te „świetne” zabawki działały.. Nie pozwólmy zarabiać na naszej naiwności. Szczególnie jeśli w grę wchodzi rozczarowanie dziecka! Nie bójmy się zadawać sprzedawcom pytań- ich zakłopotanie szybko zostanie zdemaskowane, kiedy zaczną się złościć z powodu naszej dociekliwości.


Dodano do Zakupy | Tagi: , , ,